https://open.spotify.com/track/6GlgCzISvxIG4UQyngPxmU?si=xE5dnQxlQ46Yq8nj1bpb8g
Siedzę sobie na uczelni po zajęciach czekając na laboratorium logopedyczne
Mam swoje słuchawki, odcinam się od ludzi przechodzących wokół
Włącza się ten utwór
Patrzę w padający śnieg za oknem
Przypominają mi się zdarzenia sprzed ponad dwóch lat
Wraz ze słowami
Where have you been
All my life
Widzę siebie walczącą o to by wstać każdego dnia
Nie jadłam, schudłam tyle że ciało pokryło mi się puszkiem jak u anorektyczek
Wciąż wstydzę się ilości włosów która została mi po tym na przedramionach
Podejrzenie anemii, omdlenia
Kolejny dzień w pracy bo nie potrafiłam spędzić dnia wolnego sama ze sobą bez histerii
Jadę autem i chce mi się krzyczeć bo z każdym mijanym drzewem pojawia się myśl by owinąć wokół niego auto
Myślę że życie ma to do siebie że konkretne osoby pojawiają się zawsze w odpowiednim czasie, nie ma przypadków i lekcje do przepracowania są starannie zaplanowane, nie oznacza to że nie mamy wolnej woli. Los jest już dawno wyznaczony i wybrany, jednak mamy wybór, czy wrócić tu by przejść kolejny raz przez tę lekcję czy wyrwiemy się z błędnego koła reinkarnacji i przechodzenia ścieżką tych samych błędów over and over again.
Pamiętam ten telefon rok przed obecnie opisywanymi zdarzeniami, z pytaniem o pracę po odejściu z poprzedniej gdzie pojawił się zalążek stanów lękowych mający wejść w apogeum przy bezsenności w nowym mieście. Pierwszy raz usłyszałam Twój głos i wiedziałam. Po prostu wiedziałam. Nie byłam zaskoczona po wyczytaniu, że nasza relacja jest karmiczna, umówiliśmy się na ponowne spotkanie i przerobienie wspólnej lekcji. Nie zdziwiłam się też, gdy po 2 latach razem przeczytałam że poprzednie życie również naznaczyło nas miłością, przywiązaniem i pasją. Lubię to słowo, kojarzy mi się z ukochanymi autorkami, siostrami Brontë.
Wracałam na każdy weekend żeby udawać że nie spoglądam co chwilę na własnego szefa, wracałam do akademika patrząc przez wagonowe okno na kolejne tabliczki mijanych miejscowości w środku płacząc, że jadę do miejsca gdzie Cię nie będzie.
Początek lata, trzecia praca, apogeum stanów lękowych i depresyjnych do których boję się wracać myślami. Jechałam sobie w firmowej koszulce, patrzę, to Ty. Złote włosy od słońca, krok który poznałabym wszędzie. Od tamtej pory i mojej pierwszej wiadomości ratowałeś mnie i czułam że ty też czujesz tę więź. Ratowałeś mnie. Czy wiedziałeś o tym? Wiem że widziałeś w jakim byłam stanie.
Księżycowa noc, wyduszone wyznanie, myślałam że zemdleję. Na kolejny dzień atak paniki, przyjechałeś. Spadały już liście, słońce traciło powoli letni blask. Pierwszy pocałunek. Czemu nie czułam, że był pierwszy?
Był pierwszy dla tych ciał, ale nie dla dusz.
Mordo, czekam na pierścionek.
Idę obserwować terapię logopedyczną u pani doktor Gackiej.
Komentarze
Prześlij komentarz